Home arrow Przedruki arrow Panowie, kapelusze z głów!

Panowie, kapelusze z głów! Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Oceny: / 2
KiepskiBardzo dobry 
Autor: Alicja Dołowska   
07.06.2010.

http://t0.gstatic.com/images?q=tbn:pkcQ2Zu5hYOppM:http://www.planeta11.pl/images/Frederic%2BChopin%2Bchopin2.jpg

Przyjaciele, na czele z Norwidem, Zaleskim i księżną Sapieżyną, zdając sobie sprawę z ciężkiego stanu kompozytora, starali się go nakłonić do spowiedzi i przyjęcia wiatyku. Udało się to dopiero przyjacielowi z lat młodości Aleksandrowi Jełowickiemu, który kilka lat wcześniej został księdzem i przybył do Chopina zaalarmowany stanem jego zdrowia. Chopin wyspowiadał się przed nim i przyjął wiatyk. Poczuł radość, pogodzenie z Bogiem, zaczął się modlić. „Bez ciebie, mój drogi, byłbym zdechł jak świnia” – wyznał z wdzięcznością przyjacielowi.

Obchodzimy Rok Chopinowski i 200. rocznicę urodzin kompozytora. To dobry moment na popularyzację jego muzyki, ale też przypomnienie tej niezwykłej postaci, o której Robert Schumann poznawszy jego młodzieńcze utwory, napisał: „Panowie, kapelusze z głów, oto geniusz!”.
I można mieć tylko uczucie wstydu, że z badań wynika, iż współcześni Polacy mają o Chopinie wiedzę dość mglistą. Przez ostatnie 20 lat kultura w Polsce zeszła na dalszy plan. Rok Chopinowski stwarza szansę, by te braki nadrobić. O jednym wszakże należy pamiętać: Chopina trzeba słuchać, nie tylko o nim czytać...
Do dworku Skarbków w Żelazowej Woli, a raczej tego, co z niego po spaleniu zostało – a ocalała tylko oficyna, w której urodził się Chopin – przez cały rok ściągają turyści z całego świata. Latem bywa ich dziennie nawet 2 tys. Jest bowiem niezwykłym przeżyciem słuchanie tam w letnie niedziele muzyki dobiegającej z wnętrza domu, w którym się urodził. W otwartym na oścież oknie powiewa biała, tiulowa firanka, a słuchający na zewnątrz goście doznają złudzenia, że to gra sam Chopin.

Urodziny cały tydzień

Kompozytor przyszedł tu na świat prawdopodobnie 1 marca 1810 r., choć księgi pobliskiego kościoła w Brochowie informują o dacie 22 lutego. Metryka chrztu została sporządzona 23 kwietnia i w tymże dniu poświadczył dane własnoręcznym podpisem ojciec, Mikołaj Chopin. Mógł się pomylić.
O 1 marca jako dniu swoich urodzin wspominał Chopin m.in. w listach do Towarzystwa Historyczno-Literackiego z 1833 r. i do siostry Ludwiki. Ten dzień potwierdzała matka. Dziś o datę urodzin nie toczą się spory. W tym roku urodziny Chopina obchodzono cały tydzień.
Z Żelazowej Woli wyjechał jako siedmiomiesięczne dziecko, gdy ojciec awansował na nauczyciela języka francuskiego i literatury w Liceum Warszawskim. Ale powracał, bo zaprzyjaźnieni ze Skarbkami rodzice utrzymywali z nimi kontakt do końca. Żelazowa Wola w tym roku zaczyna nowe życie – z odrestaurowanym dworkiem i parkiem, nowoczesnymi pawilonami obsługi turystów i salą koncertową ma stać się muzeum na europejską skalę.
Chopina przedstawiano bardzo długo w otoczeniu mazowieckich wierzb jako smutnego marzyciela, szukającego w ojczystym krajobrazie i ludowych melodiach natchnienia do muzyki, zapominając, że był on również podziwianym żartownisiem i parodystą. Ale ludowość była charakterystyczną cechą polskiego romantyzmu. I muzyka ludowa, grana i śpiewana przez mieszkańców wsi podczas dożynek, wesel i zabaw przed karczmą, zwłaszcza w Szafarni na Kujawach czy Sannikach na Mazowszu, w Sokołowie, Poturzynie w Lubelskiem, gdzie przebywał na wakacjach u szkolnych kolegów, stanowiła pożywkę dla jego twórczości.
Dźwięki zasłyszane w wakacyjne lata czasów szkolnych odezwą się w mazurkach, polonezach, krakowiakach i wielu innych utworach, w których przetwarzał motywy ludowe na swój własny, muzyczny język. Śpiewana często przez matkę piosenka „Laura i Filon” stanie się jednym z tematów „Fantazji A-dur na tematy polskie op. 13”. A ludowa kolęda „Lulajże, Jezuniu” znajdzie odbicie w „Scherzu h-moll op. 20”, pisanym podczas pierwszej samotnej Wigilii w 1830 r.
Potrafił odnaleźć się świetnie zarówno w warszawskich arystokratycznych salonach, do których bywał nieustannie zapraszany na koncertowanie, jak i na wiejskich zabawach.
Rozpoczynał naukę gry na fortepianie pod okiem matki w wieku czterech lat. Potem lekcji udzielał mu Wojciech Żywny, wpajając miłość do Bacha, Haydna i Mozarta, których wielkość Chopin uznawał do końca życia. Swój pierwszy koncert publiczny, zorganizowany przez Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności, zagrał, mając osiem lat, w pałacu Radziwiłłów na Krakowskim Przedmieściu (dziś Pałacu Prezydenckim). Od tego debiutu jego sława rosła w szybkim tempie.

Adagio dla Konstancji

W 1817 r. Liceum Warszawskie przeniesiono z pałacu Saskiego do Kazimierzowskiego, rodzina Chopinów zajęła pokoje oddane dla nauczycieli i, podobnie jak w pałacu Saskim, prowadziła internat dla uczniów. Chopinowie mieszkali tam przez dziesięć lat. W niedziele i święta szli na Mszę św. do kościoła Sióstr Wizytek. Fryderyk od piątej klasy liceum regularnie grywał na organach na Mszy św. dla uczniów, ubrany w szkolny mundurek. Grywał też później, jako student Warszawskiego Konserwatorium, zadziwiając niekiedy niewiarygodnymi improwizacjami. Zabytkowe organy możemy podziwiać do dziś.
Po ukończeniu liceum studiował w latach 1826-29 kompozycję pod kierunkiem prof. Józefa Elsnera w Warszawskim Konserwatorium. W Teatrze Narodowym w 1830 r. wykonał publicznie pierwszy raz swój „Koncert fortepianowy f-moll” – o którym w recenzji napisano, że „godnym jest iść w parze z dziełami najpierwszych w Europie muzyków”. Był zakochany. Zainspirowany miłością do Konstancji Gładkowskiej, studentki klasy wokalnej, skomponował słynne adagio do tego koncertu, będące chyba najbardziej tkliwym wyznaniem miłosnym, jakie zna muzyka.
W październiku wystąpili oboje z Konstancją na pożegnalnym koncercie Chopina przed wyjazdem z Polski. On zagrał „Koncert fortepianowy e- moll”. Konstancja „biało, z różami na głowie, do twarzy prześlicznie ubrana (…) śpiewała tak, jak nic jeszcze nie śpiewała” – napisze Chopin. Wyjeżdżał po światową sławę do Wiednia i dalej – do Paryża. Nie wiedział, że opuszcza ojczyznę na zawsze. Spędził tu 20 lat życia. Dziewiętnaście następnych będzie w Paryżu emigrantem.

„Jestem zawsze jedną nogą u Was”

Chopinowie stanowili kochającą się i wspierającą do końca życia rodzinę. Fryderyk miał trzy siostry. Najmłodsza Emilka zmarła na gruźlicę w wieku 15 lat, dlatego lękano się o zdrowie bardzo wątłego Fryderyka. Matka – Justyna z Krzyżanowskich, spokrewniona ze Skarbkami szlachcianka z Kujaw – dbała o duchową stronę wychowania syna, pilnując, by regularnie uczęszczał na nabożeństwa do Sióstr Wizytek i Ojców Karmelitów, przystępował do spowiedzi i odmawiał modlitwy.
Ojciec, Mikołaj Chopin, skupił się na sprawach praktycznych, bo musiał zapewnić rodzinie byt i dostatnie życie. Z pochodzenia Francuz, przybył do Polski w wieku 16 lat i spolonizował się. Uczestniczył w insurekcji kościuszkowskiej, walczył w oddziałach Kilińskiego. Zanim został guwernerem synów Skarbka, pracował jako wychowawca na kilku dworach. Uczył m.in. późniejszą panią Marię Walewską, ukochaną Napoleona. Po objęciu posady w Liceum Warszawskim i innych uczelniach Mikołaj Chopin osiągnął wysoką pozycję społeczną. Bardzo dbał o wykształcenie syna, na „czwartkach u Chopinów” bywała elita intelektualna Warszawy. Fryderyk od dziecka uczył się etykiety, sztuki konwersacji oraz wykwintnych manier. W Paryżu zasłynął nie tylko jako genialny kompozytor i pianista, ale też elegant, choć przecież głównie utrzymywał się z lekcji gry na fortepianie udzielanych damom ze sfer finansjery i arystokracji. Paryż go pokochał i oszalał na jego punkcie, ale Chopin pisał do rodziny jeszcze w 1845 r.: „Jestem zawsze jedną nogą u Was”.
Do grona wielkich admiratorów gry i twórczości Chopina należał Adam Mickiewicz. Chętnie słuchał muzyki w mieszkaniu kompozytora i był często zapraszanym gościem. Denerwował go jednak fakt, że „Chopin trwoni czas i siły na salonach arystokracji, miast bardziej przykładać się do kompozycji”. Nazwał Chopina „najucieszniejszą figurą, jaką znał na świecie”, o wielkim talencie aktorskim: „talent Garricka, dowcip warszawsko-francuski. Polskiej matki dusza grała przez niego, śpiewała, szlochała, a dusza Francuza śmiała się na całe gardło. I to był Chopin” – wspominał Mickiewicz.

„Byłbym zdechł jak świnia”

Z biegiem lat kompozytor coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Czy chorował na gruźlicę, czy też była to – jak ostatnio spekulują medycy – mukowiscydoza, dokładnie nie wiadomo. Sam Chopin utrzymywał, że choruje na serce, bo też oprócz kaszlu i duszności bardzo mu ono dokuczało. Zażyczył sobie, aby po śmierci serce dokładnie zbadano. Kiedy przed zabalsamowaniem zwłok lekarze wydobyli z piersi serce 39-letniego Chopina, spostrzegli, że jest ogromne i zniszczone jak serce 80-latka.
W 1849 r. Chopin czuł, że powoli umiera. Wezwana naglącymi listami siostra Ludwika przyjechała do brata z mężem i córeczką z początkiem lata. Pielęgnowała go do ostatnich chwil życia. Podczas pobytu w Paryżu Chopin oddalił się od Kościoła i od lat nie praktykował. Przyjaciele, na czele z Norwidem, Zaleskim i księżną Sapieżyną, zdając sobie sprawę z ciężkiego stanu kompozytora, starali się go nakłonić do spowiedzi i przyjęcia wiatyku. Udało się to dopiero przyjacielowi z lat młodości Aleksandrowi Jełowickiemu, który kilka lat wcześniej został księdzem i przybył do Chopina zaalarmowany stanem jego zdrowia. Chopin wyspowiadał się przed nim i przyjął wiatyk. Poczuł radość, pogodzenie z Bogiem, zaczął się modlić. „Bez ciebie, mój drogi, byłbym zdechł jak świnia” – wyznał z wdzięcznością przyjacielowi. „O mój najdroższy, już go nie ma” – napisała 17 października 1849 r. o drugiej w nocy siostra Ludwika do przebywającego w Warszawie męża. Wracała do Polski z sercem brata ukrytym w hebanowej skrzynce. Chciał być pochowany na Powązkach obok siostry Emilii i zmarłego w 1844 r. ojca, ale wyznał siostrze, że pewnie Paskiewicz nie pozwoli na przywiezienie do Warszawy jego ciała. „Zabierzcie przynajmniej moje serce” – poprosił Ludwikę. Spełniła wolę brata. Po jakimś czasie serce Chopina spoczęło w podziemiach kościoła św. Krzyża, a w 30. rocznicę jego śmierci wmurowano urnę z sercem w filar nawy głównej kościoła. Na ozdobnym epitafium z marmurowym popiersiem widnieje napis „Fryderykowi Chopinowi – Rodacy”. Na cmentarzu Père-Lachaise rok po śmierci kompozytora na jego grobie stanął pomnik z wmurowaną urną zawierającą ziemię z Polski. Bo Chopin sercem do ostatnich swoich dni czuł się Polakiem, mimo sporów, czy było w nim więcej francuskiej, czy polskiej duszy.

/Przedruk z Niedzieli./

 

» Brak komentarzy
Nie ma tu jeszcze komentarzy.
» Wyślij komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Zaloguj się lub zarejestruj.
 
« poprzedni artykuł
 

Stworzenie i administracja:
cyplinski.net

Strony z którymi współpracujemy (wymiana linków):
Sosnowiec - informacje o mieście
www.kryvan.pl - kilka słów o pielgrzymowaniu i nie tylko
Bartłomiej Parys, SVD
Duszpasterstwo Akademickie Katowice
Duszpasterstwo Ministrantów Archidiecezji Katowickiej
Reklamy:
Angielski korepetycje - gielda walutowa - prawo jazdy, testy, nauka - kostka granitowa - Reklama Poznań - phone cards - Wyposażenie łazienek - Weight loss opinie
Katalogi, w których jesteśmy:
katalog.mistrzu.com Katalog Stron WWW - www.webtree.pl Katalog Polskich Stron KPS.PL www.katalog.bajery.pl