Na zawsze razem…
Redaktor: Maciek   
12.09.2009.

Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. – te słowa kapłana, namiestnika Chrystusa są jak wielkie proroctwo dla młodych. Kierują ich wspólnym życiem, czasem nawet przez wiele długich lat pożycia. I chyba coś w tym jest, bo Władysława i Zofię Walka połączył na niebagatelna 73 lata. Jak się okazuje to najstarsze małżeństwo zarówno w naszej parafii, jak i w Zagłębiu, a nawet i województwie śląskim.

Państwo Walka

 

 

- Tak długiego stażem małżeństwa nie spotkamy nawet wśród przyrzeczeń tylko cywilnych – mówi pani Barbara Golutko, pracownica USC w Katowicach. – Siedemdziesiąt trzy lata to już wojewódzki rekord.  

Ale zacznijmy od początku… Pan Władysław pochodzi z Prandociny, a Pani Zofia z Wysiłek. – Praktycznie mieszkaliśmy obok siebie. Bo to były pobliskie wsie – wspomina pan Władek. Poznali się jak to często bywa, na jednej z zabaw wiejskich. Ona była panną, on silnym kawalerem i tak się zaczęło. Można rzec od jednego wolnego tańca. Jednak nad ich związkiem szybko pojawiły się czarne chmury: Rodzina taty nie była za tym związkiem, ponieważ oni byli bogaci, a mamusia pochodziła z biedniejszej warstwy społecznej. Ponadto zaraz po ślubie tatuś musiał odbyć służbę wojskową – wspomina córka.  

Ale dla młodych nie było nic niemożliwego… Ślub i tak odbył się, i to w Prandocinie – mieście rodzinnym pana Władysława. Początkowo po ślubie mieszkali osobno, każde u swoich rodziców. Jednak to szybko się zmieniło i zamieszkali w Sosnowcu, ponieważ Pani Zofia pracowała tutaj w kopalni. Swoje mieszkanie dostali na ulicy Modrzejowskiej. Jak w każdym małżeństwie były dni smutne i wesołe. Ponownie pojawiły się ciemne chmury nad związkiem Państwa Walka.  W niespełna 3 lata po ślubie rozpoczęła się II wojna światowa: - Rodzice mieli ciężko – opowiada córka – tata był w wojsku i już miał kończyć służbę, kiedy wybuchła wojna. Był w obronie Warszawy. Został postrzelony w nogę. Później przeniósł się do partyzantki! Walczył o Polskę, a dziś nawet dziękuje nie usłyszy. Tata jest bohaterem – w czasie wojny uratował rannego kolegę, przyniósł go na plecach. Eh, wspomnienia takie, że tato mógłby książkę napisać… Tylko, że dat już nie bardzo pamięta. Najpiękniejsze jest to, że Opatrzność zawsze nad nim czuwała. Na wojnie granat wybuchł blisko taty, ale on miał przy sobie obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej i chociaż odłamki leciały we wszystkie strony i raniły ludzi wokół, tacie nic się nie stało! – dodaje córka.

Takie doświadczenie umocniło wiarę Pana Władysława, który nigdy nie zwątpił w Boską opatrzność i co najważniejsze pomógł mu wrócić do domu, do jego żony – Zofii. I szczęśliwie przeżyć kolejne lata u jej boku, aż do dziś.
 Państwo Walka mają pięcioro prawnuków i jedną prawnuczkę. Jak podkreślają – starają się je wychowywać przy kościele i w Kościele. Bo przecież dzięki komu, jak nie Bogu dostali najpiękniejszy dar – siebie i swoją rodzinę. 
Państwo Walka      Państwo Walka z córką
» Brak komentarzy
Nie ma tu jeszcze komentarzy.
» Wyślij komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Zaloguj się lub zarejestruj.
Zmieniony ( 14.12.2010. )